|| aspen ||
"Torn in two and I know I shouldn't tell you,but I just can't stop thinking of you.." zaśpiewałam leżąc na niewygodnym szpitalnym łóżku.
Drzwi otworzyły się i do sali wkroczyła pielęgniarka Mackenzie sprawdzić kroplówkę i płynność mojego oddechu.
- Znowu śpiewasz tą piosenkę Aspen. Dlaczego tak ich kochasz? - spytała podając mi szklankę wody.
- Nie wiem dlaczego Mackenzie, ale sprawiają, że jestem szczęśliwa - odpowiedziałam patrząc przed siebie.
- Cóż..Twoi rodzice będą tu niebawem, wracają już z fundacji. - pielęgniarka obdarzyła mnie uśmiechem i wyszła z sali.
Uśmiechnęłam się szeroko i przeczesałam ręką moje krótkie, czarne włosy.
Moi rodzice postanowili zgłosić się do fundacji "Make-A-Wish" po tym jak miesiąc temu mój doktor zakomunikował im jakie są moje przyszłe rokowania.
- Hej panie doktorze. Jak się miewam? - spytałam z uśmiechem. Lekarz spojrzał na mnie z powagą, po czym swój wzrok przeniósł na moich rodziców.
- Chemioterapia nie zadziałała tak jak tego oczekiwaliśmy. Wygląda na to, że rak się rozprzestrzenił. Tak mi przykro. - powiedział kiwając współczująco głową.
Moja mama zbladła,a w jej oczach zauważyłam przerażenie. Tata bez słowa szybko opuścił gabinet.
- Nie możemy spróbować kolejnej chemioterapii? - powiedziała błagalnie mama,a w kącikach jej oczu dostrzegłam łzy.
Lekarz przytaknął.
- Oczywiście, że możemy, ale wtedy są państwo narażeni na kolejne spore koszty.
- Nie - rzuciłam natychmiast. Miałam już dosyć chemioterapii, przez nie moje płuca bolały jeszcze bardziej.- Nie chcę kolejnej kuracji. Chcę umrzeć normalnie, nie z powodu jakiejś chemioterapii. Doktorze, ile czasu mi zostało?
Lekarz zerknął na biurko, na którym leżała moja kartoteka. Przejrzał ją w milczeniu.
- Zostały Ci 4 miesiące Aspen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz